
Chris Botti jest jednym z najpopularniejszych muzyków jazzowych na ¶wiecie. Wystêpowa³ niedawno w klubie Ronnie Scott’s w Londynie w ¶wiatowej trasy koncertowej promuj±cej jego ostatni album Italia, który otrzyma³ nominacjê Grammy za najlepszy popowy album instrumentalny. Chris Botti w wywiadzie dla Opinii mówi o pasji do muzyki, swoim ¿yciu oraz dlaczego tak bardzo lubi graæ przed polsk± publiczno¶ci±.

Urodzony w Oregonie w Stanach Zjednoczonych, przez dwa lata dorasta³ we W³oszech. W trakcie kariery zawodowej mia³ przyjemno¶æ wystêpowaæ lub nagrywaæ utwory z takimi artystami jak Sting, Frank Sinatra, Dean Martin, Chaka Khan, Rod Stewart, Paul Simon, Burt Bacharach, Andrea Bocelli oraz Paula Cole. Jest charyzmatycznym wirtuozem tr±bki, który potrafi ³±czyæ jazz, pop oraz muzykê klasyczn±.
Wróci³e¶ w³a¶nie z Polski, to by³a twoja trzecia wizyta. Co sprawia, ¿e lubisz tam graæ?
CB: To by³a moja trzecia wizyta jako artysty solowego, wcze¶niej by³em w Polsce dwa razy z innymi artystami - Stingiem i Paulem Simonsem kilka lat wcze¶niej. Tak naprawdê pierwsza wizyta w tym kraju otworzy³a mi oczy, kiedy gra³em ze Stingiem w Katowicach. Grali¶my na ca³ym ¶wiecie i kiedy zobaczy³em polsk± publiczno¶æ zda³em sobie sprawê, ¿e jeszcze nigdy nie widzia³em czego¶ takiego. Gra³em solo w Polsce ju¿ trzy razy i mogê szczerze przyznaæ, ¿e polscy fani s± niezwykle oczytani i g³o¶ni. Dla przyk³adu pokuszê siê o generalizacjê - mo¿na pojechaæ do Ameryki Po³udniowej i tam na koncertach bêdzie bardzo g³o¶no, z kolei w Japonii ludzie zachowuj± siê cicho, chocia¿ maj± ogromn± wiedzê na temat muzyki, ale podczas wystêpów jest cicho.
W Polsce publiczno¶æ jest bardzo g³o¶na i wydaje siê, ¿e wie wszystko o arty¶cie, kto z kim gra³ i na jakiej p³ycie. Fani znaj± wszystkie stare nagrania. Nie widzia³em jeszcze nigdy czego¶ takiego. Pierwszy raz do¶wiadczy³em tego podczas grania ze Stingiem i za ka¿dym razem jak wraca³em. W sumie zagra³em osiem koncertów. I nie mówiê tego tylko dlatego, ¿e teraz tu z tob± rozmawiam. Wypowiada³em siê na ten temat wiele razy dla wielu mediów i mówi³em, ¿e polska publiczno¶æ jest najlepsz± publiczno¶ci± przed jak± kiedykolwiek gra³em.
Czy masz plany, ¿eby zagraæ z polskimi muzykami? Zastanawia³e¶ siê nad tym?
CB: Tak, jestem fanem Anny Marii Jopek. Kiedy¶ przysz³a na koncert i od tego czasu zawsze staramy siê spotkaæ i trochê razem pograæ. Mam nadziejê, ¿e w przysz³ym roku uda nam siê to zorganizowaæ. Chcia³bym to zrobiæ.
Marek Nied¼wiecki, jeden z najbardziej znanych prezenterów radiowych bardzo promuje twoj± muzykê w Polsce.
CB: Polska publiczno¶æ przyjmuje mnie w fantastyczny sposób. Mam nadziejê, ¿e zagramy tam kolejne koncerty, bo wystêpy w Ronnie Scott’s s± bardziej prezentacj± dla firm nagraniowych oraz agentów muzycznych. To jest bardzo ma³y klub, na oko³o 250 osób, a grali¶my ju¿ przecie¿ w miejscach o wiele wiêkszych. Planujemy zorganizowaæ wystêp w Krakowie.
Kiedy bêdziesz w Krakowie, musisz zobaczyæ Zakopane.
CB: To oznacza³oby, ¿e mia³bym zachowywaæ siê jak zwyk³y cz³owiek czy turysta. Nie mogê sobie na to pozwoliæ. Mamy w zespole umowê, ¿e nie opuszczamy swojego grona. To znaczy, ¿e wszystko co widzê to pokój hotelowy i wystêp.
To dziwne, ¿e Anglicy Ciê prawie nie znaj±. W Polsce twoja muzyka cieszy siê ogromn± popularno¶ci±.
CB: Trzy wieczory temu grali¶my w Warszawie i zdarzy³o siê co¶ bardzo rzadkiego. Okaza³o siê, ¿e jest za ma³o biletów. Wystêp zosta³ przeniesiony do sali na 1200 osób, a wszystkie bilety zosta³y od razu sprzedane, tak po prostu (pstryka palcami). Tego samego wieczoru gra³a Dee Dee Bridgewater, zapytano nas czy mo¿emy zagraæ dodatkowy koncert w tym samym dniu. I te bilety te¿ siê sprzeda³y. Grali¶my wiêc o 20 i potem o 22.30. Sprzedali¶my wszystkie p³yty po koncercie. Po prostu siê rozesz³y.
W marcu 2004 rozpocz±³e¶ audycjê radiow± Chill with Chris Botti. Do czego potrzebna Ci by³a ta przygoda?
CB: Nie prowadzê ju¿ tej audycji, skoñczyli¶my oko³o pó³tora roku temu. Amerykanie maj± zerow± wiedzê na temat chill-outu, pomimo, ¿e jest najprawdopodobniej najszerszy w ¶wiecie i najbardziej znany rodzaj muzyki poza Ameryk±. W Sydney czy w Londynie zawsze mo¿na us³yszeæ tê muzykê w hotelach, a Amerykanie wcale jej nie znaj±. Generalnie sta³em siê fanem tego rodzaju muzyki w 2000 lub 2001 roku i mia³em mo¿liwo¶æ, ¿eby zrobiæ program radiowy, u¿yæ swojego nazwiska i zwróciæ uwagê na innych artystów. Od tamtego czasu kilka rzeczy zmieni³o siê w moim ¿yciu. Moja muzyka sta³a siê bardziej jazzowa, mniej elektroniczna, a bardziej akustyczna i orkiestrowa, jest w niej wiêcej grania ni¿ sampli. Moja kariera zaczê³a siê rozwijaæ w kosmicznym tempie. Zacz±³em graæ wiêcej muzyki, która nawi±zuje do korzeni i zaczê³o to i¶æ w innym kierunku do chill-outowego programu radiowego. Odskoczyli¶my w innym kierunku i nie by³em zadowolony robi±c te dwie rzeczy jednocze¶nie, wiêc zrezygnowa³em z radia.
Pamiêtam jeden z twoich pierwszych koncertów w Blue Note w Nowym Jorku w lipcu 2005. Na ile znacz±cy to by³ krok dla twojej kariery?
CB: Jestem teraz o wiele lepszy ni¿ by³em w lipcu 2005. Pamiêtam tamten okres bardzo dobrze i mogê szczerze stwierdziæ, ¿e teraz jest zupe³nie inaczej. Jestem w tej komfortowej sytuacji, ¿e mogê wynajmowaæ artystów, z którymi gram, mam ¶wietnych muzyków w zespole. Nie tak jak liderzy innych zespo³ów, na przyk³ad Michael Bublé (¶mieje siê). Muzyka ma wiele wspólnego z rze¼bieniem. Codziennie bierzesz do rêki kawa³ek i póki ca³o¶æ nie jest gotowa – pracujesz nad nim. Formowanie mojego zespo³u poprzez granie na tr±bce jest rzecz±, która najbardziej przyczyni³a siê do naszego sukcesu. Grali¶my w Blue Note w 2005 roku i od tamtego czasu wracamy tam co roku w grudniu, na dwa tygodnie. Latem gramy na zmianê w Carnegie Hall. Zimowe koncerty w Blue Note s± dla mnie jak wakacje, bo mogê byæ przez dwa tygodnie w Nowym Jorku.
Dlaczego Nowy Jork ma dla Ciebie wyj±tkowe znaczenie?
CB: To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie ze wzglêdu na historyczne powi±zania z jazzem. To jest rytm ¿ycia i mo¿liwo¶æ spacerowania po tym mie¶cie. Przede wszystkim Ameryka nie ma zbyt wielu miast, które maj± znamienn± europejsk± architekturê tak jak Nowy Jork czy Boston. Wiêkszo¶æ Amerykanów wsiada do samochodu, jedzie do Starbucks’a, wsiada z powrotem do auta i wraca do domu. Pojêcie spacerowania po mie¶cie nie istnieje. To jest to co tak bardzo kocham w Nowym Jorku. Uwielbiam po prostu spacerowaæ i przygl±daæ siê kszta³tom budynków, patrzeæ jak pada na nie ¶wiat³o. Kiedy¶ znów siê tam przeprowadzê. Teraz nie mam nigdzie adresu pocztowego.
Jak d³ugo tam mieszka³e¶?
CB: W ca³ym dotychczasowym swoim ¿yciu mieszka³em w Nowym Jorku szesna¶cie czy siedemna¶cie lat. Obecnie nie mieszkam nigdzie. Wszystko co mam znajduje siê w pokoju hotelowym na górze. Nie dostajê nigdzie poczty, wszystko co do mnie nale¿y mie¶ci siê w jednej walizce.
Wydaje siê, ¿e jeste¶ stale w drodze przez ostatnich kilka lat. Co sprawia, ¿e bez przerwy brniesz do przodu?
CB: Strach. (zamy¶la siê). S±dzê, ¿e o wiele wiêcej czasu zabiera muzykowi instrumentalnemu, aby dotrzeæ do ¶wiadomo¶ci publiki. Dla przyk³adu, mo¿na nakrêciæ teledysk do piosenki pop i nastêpnego dnia ca³y ¶wiat wie kim jeste¶. Muzykowi instrumentalnemu d³ugo zajmuje dotarcie do osoby, ¿eby rozpozna³a, ¿e to jest tr±bka. A w³a¶ciwie co to jest za instrument? A jeszcze potem trzeba, ¿eby ten kto¶ rozpoznawa³ d¼wiêki, wysiad³ z samochodu i kupi³ p³ytê. W tym przypadku ca³y proces trwa o wiele d³u¿ej, wiêc je¶li to robisz to za nic nie chcesz zmarnowaæ tej ca³ej ciê¿kiej pracy. Strach jest wiêc pozytywnym motywatorem, który mnie nakrêca i sprawia, ¿e jestem zdyscyplinowany. Chodzi w tym o to, ¿eby dobrze siê czuæ i ¿eby byæ w trasie z zespo³em, który trzeba nieustannie doskonaliæ. S±dzê, ¿e to co sprawia, ¿e wci±¿ jestem w trasie to rozs±dna dawka gratyfikacji i strachu. Nie chcê straciæ tej mo¿liwo¶ci, kiedy mogê powiedzieæ: mam szczê¶cie, ¿e robiê to co robiê.
Czy jako zawodowy muzyk z uznan± pozycj± nadal æwiczysz ka¿dego dnia?
CB: Oczywi¶cie, ¿e nie. Zebraæ mój zespó³ razem na próbê to jak wyrywaæ zêby bez znieczulenia. To brutalna prawda i im wiêcej podró¿ujemy tym bardziej siê o tym przekonujê. Widzia³a¶ nasze wystêpy. Z nich jestem taki dumny. Z regu³y zespó³ na scenie sk³ada siê zazwyczaj z lidera grupy, a za nim jest kilka osób, które graj± swoje poszczególne role. Zespó³ jest odciêty od publiczno¶ci. U mnie ka¿dy ma swoj± rolê i jednocze¶nie swój hit. U Milesa Daviesa tak by³o. On by³ liderem, ale przechodzi³ na scenie z boku na bok, wychodzi³ przed osoby siedz±ce na widowni. Równie¿ Herbie Hancock, Chick Corea, Pete Cosy grali w ten sposób, ¿e zespó³ wtapia³ siê w publiczno¶æ, któr± fascynowa³ d¼wiêkiem, ale i charyzm± poszczególnych cz³onków zespo³u. Chcia³em zorganizowaæ swój zespó³ w ten sam sposób. To nie jest tak, ¿e ka¿dy ma sztywno odegraæ swoj± partiê. Przechodzê na bok sceny, dajê odpocz±æ tr±bce i pozwalam publiczno¶ci poznaæ artystów, którzy wchodz± ze swoimi partiami solowymi, z humorem, wspania³ym warsztatem muzycznym i bogat± histori±. W moim zespole graj± s³awni muzycy jazzowi. Chcê, ¿eby to wszystko odbywa³o siê na scenie i je¶li chcia³bym to przeæwiczyæ czy zaplanowaæ to skutek móg³by byæ ca³kowicie odmienny.
Czy sam jeste¶ producentem swoich utworów, czy masz osobê, która robi to dla Ciebie?
CB: Nie, robiê to sam. Mój dzieñ od minuty, w której siê budzê do momentu kiedy idê do ³ó¿ka jest u³o¿ony w g³owie, wliczaj±c w to ka¿dy najdrobniejszy szczegó³, dos³ownie jak w trakcie wystêpu. Ile bêdzie trwa³ utwór, co powiem w trakcie, co na pocz±tku. Z jednej strony to jest bardzo lu¼ny uk³ad, a z drugiej ka¿dy z muzyków wydaje siê byæ jak pod mikroskopem, bo wszystkie kawa³ki tak bardzo ró¿ni± siê od siebie. W repertuarze znajduj± siê utwory klasyczne, zdecydowanie jazzowe, ale tak¿e takie, które brzmi± jak lu¼na muzyka punkowa. To znaczy w trakcie utworu wchodzê i wychodzê przez co powstaj± prawdziwe sekwencje, które sk³adaj± siê na sesje jazzowe. Gramy Flamingo Sketches, podczas których siê improwizuje, ale z pewnymi ograniczeniami, nie w stylu ‘witaj w klubie, dzi¶ zagramy dla ciebie’ (pstryka rytmicznie palcami). Te sesje maj± wiêcej wspólnego z tradycyjnym jazzem, a od takich stroniê. Staram siê doskonaliæ swój warsztat robienia wystêpu, ale tak¿e samym muzykom pozwalam to poczuæ. I tak jest ka¿dego dnia, wiêc jak widzia³a¶ nas w 2005 roku, to ten zespó³ by³ jak takie ma³e dziecko (pokazuje palcami).
Ostatnia p³yta Italia wydana w zesz³ym roku w Stanach Zjednoczonych przynosi³a Ci nominacjê Grammy za najlepszy popowy album instrumentalny. Co zainspirowa³o Ciê do wydania tej p³yty?
CB: By³em zawsze fanem w³oskiej muzyki i na p³ycie When I Fall in Love zagra³em wcze¶niej dwa kawa³ki – Cinema Paradiso and Time to Say Goodbye. Ta czu³o¶æ w tej czê¶ci ¶wiata sprawia, ¿e miejsce to jest nieustannie romantyczne. Dlatego s±dzê, ¿e nawet ludzie którzy nie maj± tam swoich korzeni i nigdy w ¿yciu tam nie byli i tak siê z tym miejscem uto¿samiaj±. Nie wiem czy chodzi o jedzenie, modê, wino czy sposób na ¿ycie. Wydaje mi siê, ¿e ka¿dy z nas ma w jaki¶ sposób swoje korzenie we W³oszech, bez wzglêdu czy pochodzi z tamtych stron czy nie. Rozumuj±c w ten sposób to romans stanowi te korzenie. I wcale nie mówiê, ¿e jestem rodowitym W³ochem czy, ¿e wracam w rodzinne strony. Nic z tych rzeczy. Staram siê tylko powiedzieæ, ¿e w tej muzyce jest ta piêkna prostota, która tak bardzo mi siê podoba. ¦wietnie siê bawi³em podczas nagrywania tej p³yty, a album dobrze siê teraz sprzedaje.
Dziêkujê za spotkanie i rozmowê.
Joanna Gulbiñska


